Teorie psychologiczne nie tłumaczą zachowania Lucyfera


Skoro upadek Lucyfera zapoczątkował wszelkie zło we wszechświecie, to w jego istocie musi tkwić rdzeń, który umożliwi nam chociaż częściowe zrozumienie natury zła. Skoro zło bierze swój  początek od szatana, to każdą współczesną teorię wyjaśniającą mechanizm powstawania nienormalnych, antyspołecznych lub grzesznych zachowań, której nie można by zastosować do przypadku Lucyfera, należałoby odrzucić, ponieważ współczesne zło jest pochodną zła pierwotnego. Od razu widzimy, że oferowane przez psychologię tłumaczenia przyczyn złych czynów lub skłonności, tak powszechnie akceptowane dzisiaj zarówno w świecie, jak i w Kościele, nie znajdują żadnego zastosowania do przypadku Lucyfera. Dlatego prawdziwość tych teorii należy podać w wątpliwość.

Nie posiadamy żadnych informacji o przeszłości Lucyfera. Możemy stąd wnosić, że nie ma ona w tym przypadku żadnego znaczenia. A skoro wcześniejsze doświadczenia nie mają związku z działaniami Lucyfera, podobnie musi być we wszystkich przypadkach złego zachowania, co całkowicie przeczy współczesnym teoriom psychologicznym, w większości skoncentrowanym na badaniu przeszłości pacjenta. Doświadczenia z przeszłości nie determinują w żaden sposób późniejszych zachowań, ani w dzisiejszych czasach, ani w przypadku Lucyfera. Jego życie przed upadkiem nie doczekało się żadnej wzmianki, możemy więc z wielkim prawdopodobieństwem przypuszczać, że było bez zarzutu.

Lucyfer na pewno nie doświadczył urazów w dzieciństwie, rozczarowań, straty, frustracji, pokuszeń, nieprawidłowych relacji, odrzucenia ani uzależnień, których tak chętnie używa się współcześnie, aby tłumaczyć i usprawiedliwiać to, co Biblia nazywa grzechem. Nie posiadał „rodziny dysfunkcyjnej", która wypaczyłaby jego myślenie. Przeciwnie, powstał i istniał w absolutnej doskonałości, gdyż przebywał w nieustannej obecności Boga i wraz z całym zastępem anielskim doświadczał Jego łask.
Jeżeli pochodzenie, środowisko i przeszłe doświadczenia determinują obecne zachowania, to Lucyfer powinien do dziś pozostawać sztandarowym przykładem wszelkich cnót. A jednak duma pojawiła się w Jego sercu i wydała swój gorzki owoc.

Lucyfer na pewno nie był molestowany w dzieciństwie. A już tym bardziej nie stał się ofiarą tajemnych obrzędów satanistycznych (Satanic Ritual Abuse - SRA), choć później stanie się ich wynalazcą. Nie cierpiał na żadne uzależnienia, na rozszczepienie osobowości (Multiple Personality Disorder - MPD), nawyki obsesyjne (Obsessive Compulsive Disorder - OCD) czy zespoły stresu pourazowego (Post - Traumatic Stress Disorder - PTSD). Te nowe, uczenie brzmiące określenia niepożądanych zachowań, choć tak powszechnie uznane nawet wśród ewangelicznie wierzących, okazują się całkowicie bezużyteczne w odniesieniu do Lucyfera. Wynika stąd, że w żadnym przypadku tak naprawdę nie opisują one stanu faktycznego, ponieważ jeśli nie można wytłumaczyć w ten sposób zachowania Lucyfera - który jest uosobieniem wszelkiego zła - to jest to również niemożliwe w stosunku do jakiegokolwiek człowieka.

Absurdem byłaby sugestia, że anielska istota o doskonałej mądrości, talentach i urodzie, której serce uniosło się pychą właśnie z powodu jej doskonałości, cierpiała na „zły obraz samego siebie" albo „niską samoocenę". A jednak wzorem humanistów tzw.  psychologowie chrześcijańscy  zdołali    przekonać wielu chrześcijańskich liderów i znaczą część Kościoła, że niska samoocena jest powodem wszystkich plag dziesiątkujących współczesne społeczeństwa, od narkotyków i homoseksualizmu po pornografię, rozwiązłość i aborcję. Przypadek Lucyfera zadaje jednak kłam tym wymyślnym teoriom. Jego problem to coś dokładnie przeciwnego: obsesyjna chęć wywyższenia samego siebie i uzyskania całkowitej niezależności.

Wspaniały Syn Jutrzenki (Iz 14,12) nie potrzebował kursów „pewności siebie", „samoakceptacji" czy „samorozwoju"", niepotrzebny był mu „trening asertywności" i „wybijania się ponad innych" (looking out for number one). Te namiętności były obce jego stworzonej przez Boga naturze - a jednak spontanicznie wytrysnęły z głębi jego istoty. To, jak łatwo doskonała Ewa uległa tym samym egoistycznym pragnieniom (wskutek czego cała ludzkość jest dzisiaj obciążona dziedzicznym „darem" grzechu), potwierdza tylko absolutną trafność tego, co Jezus powiedział o rodzaju ludzkim: Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca (J 8,44).

Ani żadna psychoterapia, ani nowy program 12 kroków nie byłyby w stanie pomóc Lucyferowi. Mimo rosnącej popularności tych niedawno wymyślonych metod humanistycznych nie są one w stanie rozwiązać prastarego problemu egoistycznego zła, które narodziło się wraz z buntem Lucyfera, a teraz jątrzy się gnijącą raną w każdym ludzkim sercu. Większość psychoterapii pielęgnuje ideę skupienia na samym sobie i utwierdza ludzi w takim właśnie nastawieniu, któremu dawno temu dał początek Lucyfer.

Człowiek - podobnie jak Lucyfer - nie jest zaprogramowanym automatem, który na bodziec okoliczności musi odpowiedzieć zdeterminowanymi reakcjami, nie mając wyboru. Pokusy i urazy mogą stanowić podłoże naszych zachowań i być przez nas uznawane za wystarczające uzasadnienie dla odpłacania się za krzywdy, dla złości, zawiści, reakcji destrukcyjnych i irracjonalnych - ale nie mogą tłumaczyć niczyjego postępowania. To serce - a nie okoliczności, niezależnie od tego, jak tragiczne i bolesne - determinuje ludzkie działania.

Nikt nie jest zmuszany do pielęgnowania i odwzajemniania swoich krzywd, każdy decyduje się na to sam, czy to w obronie, czy z chęci dowartościowania siebie samego. W ten sposób udowadniamy tylko, że jesteśmy potomstwem Lucyfera i wspólnie z nim buntujemy się przeciwko Bogu. Bunt szatana nie znajduje żadnego wytłumaczenia ani tym bardziej usprawiedliwienia na podstawie jakichkolwiek racjonalnych przesłanek. Nie mógł on być reakcją na jakieś wcześniejsze tłumione urazy ponieważ takich uraz po prostu nie było. Zło wzięło się z jego własnego serca i ani  okoliczności, ani przeszłe doświadczenia nie miały na nie żadnego wpływu. To samo odnosi się do każdego z nas. To my wybieramy sposób, w jaki się zachowujemy, a teorie psychologiczne, które winą za nasze zachowanie usiłują obciążać środowisko, w którym żyjemy, wikłają nas w kłamstwo.


*„12 kroków" - program stosowany w grupach samopomocowych dla osób uzależnionych, po raz pierwszy wykorzystany na spotkaniach Anonimowych Alkoholików (przyp. red.).

Fragment z książki D. Hunta „Jak blisko jesteśmy” czyli: Co proroctwa biblijne mówią na temat powtórnego przyjścia Pana Jezusa Chrystusa.

Źródło: http://www.tiqva.pl/jak-blisko-jestesmy

Komentarze

Popularne posty