Wrogowie prawdy

Gdy magazyn Christianity Today wydrukował obszerny artykuł zatytułowany "Demaskujemy mit, że chrześcijanie nie powinni mieć problemów emocjonalnych", napisałem odpowiedź ponieważ sam byłem głównym celem tego tekstu. Odmówiono opublikowania mojej odpowiedzi na łamach tego czasopisma. Oto adaptacja mojej odpowiedzi, która nie ukazała się w CT:

Sam tytuł artykułu zamieszczonego w CT wypacza stanowisko krytyków chrześcijańskiej psychologii i stanowi atak na cel wytworzony przez samych atakujących. Nawet cytat przytoczony, by wzmocnić przesłanie tytułu ("Na krzyżu możesz doznać całkowitego spełnienia") oferuje rozwiązanie problemów emocjonalnych; nie neguje natomiast ich istnienia.

Autor artykułu twierdząc, że herezja pod szyldem "ewangelii sukcesu" posiada "niebezpieczną odmianę" w postaci czegoś, co on sam nazywa "ewangelią sukcesu emocjonalnego", oskarża krytyków chrześcijańskiej psychologii o to, że głoszą, iż "jeśli pokutowaliśmy z naszych grzechów, modliliśmy się prawidłowo i spędzamy wystarczająco dużo czasu czytając Słowo Boże, to będziemy mieli pokój umysłu". Paweł napisał: "Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni, ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia." [II Tym. 1:7 BT]. Autor twierdzi, że krytycy, jak na przykład "John MacArthur i Dave Hunt" propagują poglądy, które "każą nam strzelać do zranionych". Jest to zarzut poważny, nie poparty żadnym dowodem, który z pewnością wymaga odpowiedzi, której CT nie pozwolił udzielić na swych łamach.

Artykuł w CT poświęca wiele miejsca na cytaty dowodzące przyznawania się Lutra i Spurgeona do poważnych problemów emocjonalnych, a także przytacza fragmenty Biblii rzekomo dowodzące, jakoby Mojżesz, Eliasz, Job, Jeremiasz i Paweł "cierpieli na depresję" i że nawet sam Chrystus przejawiał "negatywne emocje". Nawet, gdyby tak było, podane fragmenty nie byłyby poparciem dla tezy autora. Mojżesz, Spurgeon i inni żyli na długo przed wynalezieniem chrześcijańskiej psychologii i przeszli zwycięsko przez swoje problemy bez jej pomocy! Porównanie życia dawnych chrześcijan z "chrześcijaństwem dzisiaj" [christianity today] pokazuje, że psychologia nie poprawiła kondycji chrześcijan, lecz ją mocno pogorszyła.

Autor CT twierdzi że "musimy poważnie wziąć sobie do serca Pawłowe przynaglenie, by 'napominać niesfornych, pocieszać bojaźliwych, podtrzymywać słabych, być wielkodusznymi wobec wszystkich.1 [I Tes. 5:14]". I znów, zamiast popierać pogląd, że chrześcijanie potrzebują pomocy wyszkolonych specjalistów, słowa Pawłowe dowodzą czegoś wręcz przeciwnego. Apostoł uważał, że jego napomnienie może być wdrażane w życie przez współczesnych mu chrześcijan na wiele wieków zanim psychologia pojawiła się na scenie. Dlaczego zatem mielibyśmy potrzebować jej dzisiaj?

Problem nie polega na tym, czy chrześcijanie doświadczają problemów emocjonalnych, lecz na tym, jakie jest Boże lekarstwo. On nas stworzył i odkupił, a Biblia jest jego podręcznikiem dla naszego życia. Przez wiele wieków dla wierzących Słowo Boga i Jego lekarstwa były wystarczalne w każdej sytuacji. Po co zwracać się ku żałosnym i destruktywnym teoriom wynalezionym przez humanistów, którzy nie potrafią pomóc sami sobie? Psychologowie i psychiatrzy stanowią największą grupę zawodową pośród wszystkich profesji, której członkowie sami znajdują się pod opieką psychiatrów, popełniają samobójstwa, rozwodzą się i zażywają leki psychotropowe. Pytanie ich o rade jest jak szukanie pomocy u kogoś, kto sam się kompletnie pogubił.

Jeśli "chrześcijańska psychologia" ma coś wartościowego do zaoferowania, to by oznaczało, że Kościół nie posiadał tego przez tysiąc dziewięćset lat, i że Duch Święty przez własną ignorancję lub przeoczenie zgubił gdzieś część Słowa Bożego, które jest nam niezbędne do prowadzenia owocnego życia dla Chrystusa. Jednakże Biblia mówi, iż "Boska moc Jezusa Chrystusa obdarowała nas wszystkim, co jest niezbędne do życia i pobożności" [II Piotra 1:3-11]; i że "miłość, radość, pokój, cierpliwość, łagodność, dobroć, wierność, pokora, wstrzemięźliwość" są "owocem Ducha" [Gal. 5:22-23], a nie terapii.

Problemy, których doświadczają współcześni ludzie zwracający się o pomoc do profesjonalnych psychologów, nie są niczym nowym. Biblia mówi o tych, którzy zwycięsko znieśli odrzucenie, nienawiść, niezrozumienie, zazdrość, prześladowania, niepewność i wszelkie inne uciski, jakie można sobie wyobrazić, z męczeństwem włącznie. Weźmy pod uwagę Józefa. Jego zazdrośni bracia nienawidzili go i sprzedali do Egiptu. Tam, fałszywie oskarżony o gwałt, wylądował w więzieniu. Czy on (lub którykolwiek z bohaterów i bohaterek wiary) cierpiał na brak poradnictwa psychologicznego, które zdaniem autora artykułu w CT jest dzisiaj czymś niezbędnym? Oczywiście, że nie! Skoro żaden z milionów chrześcijan żyjących przed pojawieniem się psychologii (i których życie oraz męczeństwo są dla nas zawstydzające) nie potrzebował pomocy psychologów, to jak można twierdzić, że jest nam ona niezbędna dzisiaj? Jakiż wielki jest kontrast między zwycięskimi świętymi z dawnych czasów a dzisiejszymi egocentrycznymi ofiarami miesięcy czy nawet lat psychologicznego poradnictwa! O swym osobistym cierpieniu apostoł Paweł zaświadcza:

"(...) Byłem w więzieniach, nad miarę byłem chłostany, często znajdowałem się w niebezpieczeństwie śmierci. Od Żydów otrzymałem pięć razy po czterdzieści uderzeń bez jednego, trzy razy byłem chłostany, raz ukamienowany, trzy razy rozbił się ze mną okręt, dzień i noc spędziłem w głębinie morskiej. Byłem często w podróżach, w niebezpieczeństwach na rzekach, w niebezpieczeństwach od zbójców, w niebezpieczeństwach od rodaków, w niebezpieczeństwach od pogan, w niebezpieczeństwach w mieście, w niebezpieczeństwach na pustyni, w niebezpieczeństwach na morzu, w niebezpieczeństwach między fałszywymi braćmi. W trudzie i znoju, często w niedosypianiu, w głodzie i pragnieniu, często w postach, w zimie i nagości" [II Kor. 11:22-29]

Kto dzisiaj przechodzi takie próby? Po co szukać pomocy tam, gdzie Paweł nigdy jej nie szukał mimo niewiarygodnych niemal ucisków i trudności? Z więzienia napisał:

"A nie mówię tego z powodu niedostatku, bo nauczyłem się przestawać na tym, co mam. Umiem się ograniczyć, umiem też żyć w obfitości; wszędzie i we wszystkim jestem wyćwiczony; umiem być nasycony, jak i głód cierpieć, obfitować i znosić niedostatek. Wszystko mogę w tym, który mnie wzmacnia, w Chrystusie. (...) A Bóg mój zaspokoi wszelką potrzebę waszą według bogactwa swego w chwale, w Chrystusie Jezusie". [Flp. 4:11- 13,19]

Takie samo zwycięstwo może być naszym udziałem dzisiaj - nie dzięki psychoterapii lecz przez wiarę w Chrystusa, naszego Pana żyjącego w nas w mocy swego zmartwychwstania.

"Próbowałem postępować według Biblii, ale to nie działa" – takie narzekania słyszymy najczęściej. Czy zatem Bóg jest kłamcą? Przerażonym, zaniepokojonym, bojaźliwym i załamanym Paweł radośnie ogłasza, że Bóg "zawsze daje nam zwycięstwo w Chrystusie" [II Kor. 2:14]. Jedynie nieukrzyżowane "ja" może uniemożliwić takie zwycięstwo. Paweł świadczy: "Z Chrystusem jestem ukrzyżowany; żyję więc już nie ja, ale żyje we mnie Chrystus (...)" [Gal. 2:20]. Z pewnością Chrystus, który powiedział "Ja żyję, wy również żyć będziecie" [Jan 14:19] i który naprawdę "jest życiem naszym" [Kol. 3:4], nie potrzebuje psychologicznego doradztwa! Pozwólcie Mu żyć w Was i przez Was!

Jednym z imion Chrystusa jest "Cudowny Doradca" [Iz. 9:6]. Czy jego porada może być nieskuteczna? Chrześcijańska psychologia opiera się na bluźnierczym, ubliżającym Bogu twierdzeniu, że Biblia i zamieszkujący w nas Chrystus nie wystarczą. "Profesjonalni doradcy" obiecują uzupełnić te braki terapią wynalezioną i praktykowaną przez ateistów. Chlubią się ekspertyzami (teraz wydawanymi również przez chrześcijańskich psychologów), które są afrontem w stosunku do Boga i Jego Słowa!

Piotr wzywa nas, byśmy się "radowali" we wszelkim "trudnym doświadczeniu", ponieważ w ten sposób uczestniczymy w "cierpieniach Chrystusowych" [I Piotra 4:12-13]. Pierwsi chrześcijanie radowali się, gdy byli zaliczeni do godnych cierpienia dla imienia Pana [Dz.Ap. 5:41]. Paweł nakazuje nam w Duchu Świętym (bez żadnych wyjątków dla osób, które były w przeszłości "molestowane", są obecnie w "depresji" lub posiadają jakikolwiek nowy "syndrom") zawsze się radować, niczego się nie bać i obiecuje, że "pokój, który przewyższa wszelki umysł, będzie z nami w Chrystusie Jezusie" [Flp. 4:4-7]. To nie jest teoria. W ciągu wielu wieków chrześcijanie pokazywali, że tak można - a dzięki Bożej łasce my też możemy.

Jedynym usprawiedliwieniem dla istnienia chrześcijańskiej psychologii jest pozbawione wiary twierdzenie, że Słowo Boże i moc Ducha Świętego, które całkowicie wystarczyły milionom chrześcijan przez wiele wieków, jest niewystarczające dla współczesnych uczniów Chrystusa. Chrześcijańska psychologia coraz bardziej pogłębia niewiarę. Autor artykułu w CT podkreśla, że kościoły i pastorzy polegający wyłącznie na Bogu i Jego Słowie są pozbawieni umiejętności niezbędnych w rozwiązywaniu problemów emocjonalnych i dlatego muszą zasięgać pomocy u zawodowców z dziedziny psychologii. Wiara uleciała, a logika go opuściła, co widać w następującym cytacie:

"Czy gdy muszę wymienić pasek klinowy w samochodzie, zwracam się o pomoc do kościoła? Albo gdy złamię nogę, czy idę po poradę do pastora? Z jakichś powodów uważamy, że w sprawach naszych potrzeb emocjonalnych kościół posiada wszystkie odpowiedzi na nasze problemy. Otóż nie ma i nie jest do tego powołany. Dlatego właśnie ewangelia sukcesu emocjonalnego wyrządza tyle szkody. Ludziom poszukującym pomocy zabrania się tego czynić i często muszą się wstydzić, że w ogóle mają problem. Na szczęście, coraz więcej osób w społeczności chrześcijańskiej zaczyna zdawać sobie sprawę, że niektórzy rzeczywiście potrzebują tej dodatkowej pomocy. Jeśli zawodowcy i przywódcy Kościoła uznają wzajemnie wartość swoich posług, to poczynimy postęp w niesieniu pomocy zranionym. (...) Przywódcy Kościoła powinni zapoznawać swoje wspólnoty z chrześcijańskimi terapeutami, by ci w fachowy sposób wytłumaczyli ludziom, na czym polegają trwałe problemy emocjonalne".

Tak przebiega standardowa linia argumentacji. Sugestia, że "ludzie potrzebują dodatkowej pomocy" jest obrazą dla Boga, ponieważ w domyśle zawiera twierdzenie, że Bóg nie zawarł wystarczającej porady w swoim Słowie — a takie przeoczenie pozbawiłoby niezbędnej pomocy miliony odrodzonych w ciągu wielu wieków! Nie było wtedy "chrześcijańskich terapeutów" (ponieważ ateiści nie wynaleźli jeszcze psychologii), do których przywódcy mogliby wysłać swoje trzody we wczesnym Kościele. Dlaczego zatem mieliby to robić dzisiaj? Dlaczego Słowo Boże, przez które żyjemy [V Mojż. 8:3; Mat. 4:4; Jan 6:35 i in.] i które jest "lampą dla naszych stóp" [Ps. 119:105] miałoby być niewystarczające dla współczesnego chrześcijanina?

Ponadto, porównywanie rzeczywistości fizycznej do duchowej jest całkowicie irracjonalne — dlatego całkowitym nonsensem jest stosowanie przykładów o pasku klinowym w samochodzie czy złamanej nodze i odnoszenie ich do potrzeb duchowych czy emocjonalnych. Biblia nie zawiera obietnic dotyczących mechaniki i ortopedii, natomiast obiecuje pełną pomoc w sprawach ducha i duszy. Chrześcijańska psychologia podważa zaufanie ku Bogu i Jego Słowu. Musi tak czynić, bo inaczej nie miałaby nic do zaproponowania, a ci, którzy poświęcili życie studiowaniu humanistycznych teorii ateistów, aby przekazywać je w imię "chrześcijańskiej" psychologii, po prostu zostaliby bez pracy.

Nie zaprzeczamy, że w Kościele są ludzie zranieni. Niestety, w większości przypadków członkowie Ciała Chrystusowego nie zapewniają sobie nawzajem troski i porady w miłości, jak powinni to czynić. Uzdrowienie emocjonalne powinno następować w kontekście miłości i troski braterskiej w lokalnej społeczności wierzących. Tymczasem zamiast tego, osoby z problemami są odsyłane do "zawodowców", dla których są klientami przynoszącymi dochód i których widują jedynie podczas krótkich, ściśle ograniczonych czasowo spotkań w ich gabinetach.

Inni zawodowcy zajmują się problemami związanymi z rzeczywistością fizyczną. Psychologia rzekomo uzdrawia psyche czyli duszę, wchodząc w kompetencje, w których Biblia ma wyłączność i sama o tym zapewnia. Mózg jako organ natury fizycznej, może cierpieć na schorzenie wymagające opieki medycznej. Niefizyczna dusza i niefizyczny duch mogą funkcjonować właściwie jedynie w prawidłowej relacji z Bogiem, który "jest Duchem" [Jan 4:24]. "Upamiętanie się przed Bogiem i wiara w Pana naszego, Jezusa" [Dz. Ap. 20:21] przynoszą odpowiednie duchowe rozwiązanie.

"Chrześcijańska psychologia" jest tak powszechnie akceptowana, że każdy, kto podważa jej wiarygodność, jest oskarżany o brak współczucia dla osób z problemami emocjonalnymi. Jest to oskarżenie fałszywe. Mówimy po prostu, że prawdziwa troska o ludzi w potrzebie powinna skłaniać do rekomendacji rozwiązań biblijnych, które okazały się skuteczne w życiu milionów wierzących na przestrzeni tysięcy lat. Doradzanie cierpiącym, by zamiast tego czerpali ze światowych, wzajemnie sprzecznych teorii krytykowanych przez wielu psychologów i psychiatrów za ich nieskuteczność, a nawet szkodliwość, raczej nie byłoby przejawem współczucia.

Ale czyż chrześcijańska psychologia nie posługuje się Biblią? Znów mamy do czynienia z obrażaniem Boga poprzez próby połączenia teorii bezbożnych humanistów ze Słowem Bożym — tak jakby mądrość tego świata, którą Paweł określił jako "głupotą w oczach Boga" [I Kor. 3:19] była wartościowym partnerem dla mądrości Bożej. Istnieją setki szkół psychologicznych i niezliczona liczba terapii, które przeczą sobie nawzajem. Które z nich można nazwać chrześcijańskimi? Żadną, ponieważ żadna nie wywodzi się z Biblii.

Artykuł pochodzi z książki; "Psychologia a kościół", cała książka w PDF znajduje się pod adresem: http://www.tiqva.pl/component/attachments/download/3

Komentarze

Popularne posty