Zdumiewająca ślepota duchowa

Jeszcze bardziej godne potępienia (o ile to w ogóle możliwe) niż wzgardzenie Bożą miłością jest nauczanie chrześcijańskiej psychologii głoszące, że Bóg nas kocha dlatego, iż jesteśmy godni i warci Jego miłości. Richard Dobbins, najbardziej znany psycholog w denominacji zielonoświątkowej Assemblies of God sugeruje, byśmy sobie powtarzali: „Jestem miłą osobą, której warto przebaczyć". Bruce Narramore chełpi się: „Syn Boży uznał nas za tak cennych w Jego oczach, że oddał za nas swoje życie". Gdyby to była prawda, zwiększyłoby to nasze poczucie własnej wartości (czego Narramore rzeczywiście naucza), zmniejszając jednocześnie naszą miłość do Niego i wdzięczność za okazaną nam łaskę. Biblia naucza, że nasza miłość do Boga i oraz wdzięczność za to, co i dlaczego dla nas uczynił, są proporcjonalne do naszej świadomości grzechu i braku własnej wartości. Ta prawda, o której czytamy w wielu fragmentach Pisma, jest zawzięcie zwalczana przez chrześcijańską psychologię ze szkodą dla  wiary chrześcijan!

Chrystus dał na ten temat lekcję faryzeuszowi imieniem Szymon, goszcząc w jego domu.  Opowiedział wtedy o pewnym wierzycielu, który umorzył długi dwóm swoim dłużnikom - jednemu, który był winien ogromną sumę, i drugiemu, którego dług był niewielki. Następnie zapytał Szymona: „Który z nich będzie bardziej miłował wierzyciela?". Szymon odparł: „Myślę, że... ten, któremu więcej darowano". „Słusznie osądziłeś" - odrzekł Jezus. Następnie wypomniał mu, że choć jako gospodarz nie podał mu wody i misy do obmycia stóp, skrytykował niewiastę, która obmyła stopy Jezusa własnymi łzami i wytarła je włosami. Podsumowując, Pan powiedział: „Dlatego powiadam ci: Odpuszczono jej liczne grzechy, bo bardzo miłowała. Komu zaś mało się odpuszcza, mało miłuje" [Łuk. 7:36-47].

Zarówno z logicznego, jak i z biblijnego punktu widzenia im bardziej grzeszni i bezwartościowi czujemy się w Bożych oczach, tym większą odczuwamy wdzięczność i miłość za to, że Chrystus za nas umarł. Tymczasem chrześcijańska psychologia próbuje budować nasze poczucie własnej wartości i pozytywny wizerunek, co podkopuje samą podstawę naszej wdzięczności dla Chrystusa za to, że odkupił nas przez swoją śmierć. Gdy jakiś czas temu chór uniwersytetu Biola miał śpiewać w Kryształowej Katedrze Schullera, gospodarze kazali zmienić tekst słynnej pieśni mówiący „On umarł za takiego nędznika jak ja" na „za takiego jak ja". Cielesność zawsze zwalcza okrutną prawdę o naszym ego i to jest główny powód, dla którego tak wiele osób zwraca się do psychologii w poszukiwaniu niebiblijnej pociechy.

Można by pomyśleć, że chrześcijańscy psychologowie promujący poczucie samoakceptacji, pozytywnego obrazu samego siebie, wysokiej samooceny i innych samo-coś tam, będą zawstydzeni, gdy zdadzą sobie sprawę, że są echem nauk tego świata. Psychoterapeuta z Los Angeles Nathaniel Branden jest uznawany za pioniera psychologii poczucia własnej wartości w zsekularyzowanym świecie, skąd chrześcijanie nauczyli się tego poważnego błędu. Branden (któremu Dobson wtóruje) mówi „Samoocena, którą macie w swoim wnętrzu, wasze poczucie własnej wartości, jest najważniejszym czynnikiem spełnionego życia".  To nie on powtarza nauczanie chrześcijańskich psychologów na ten temat - jest dokładnie odwrotnie. Niechaj świat sobie wierzy w takie rzeczy - przecież ci ludzie nie mają innej nadziei i nie mają się do kogo zwrócić, z wyjątkiem własnego „ja". Lecz te nauki są sprzeczne z Biblią. Ani jeden z bohaterów wiary nie miał wysokiego poczucia własnej wartości, lecz tak jak Paweł każdy uważał się za „najmniejszego ze wszystkich świętych" [Ef. 3:8].

Jezus opowiedział podobieństwo o dwóch ludziach, którzy „weszli do świątyni, by się modlić" [Łuk. 18:9-14]. Jeden z nich, faryzeusz, miał bardzo wysoki poziom samoakceptacji; ten drugi (celnik) posiadał tak niskie poczucie własnej wartości, że „nie śmiał nawet oczu podnieść ku niebu, lecz bił się w pierś swoją, mówiąc: Boże, bądź miłościw mnie grzesznemu". Jezus powiedział, że Bóg nawet nie usłyszał modlitwy faryzeusza, który modlił się „sam u siebie" [Biblia Gdańska - przyp. tłum.]. O celniku, który miał tak marną samoocenę, Chrystus powiedział: „Ten poszedł usprawiedliwiony do domu swego". Taki jest Boży pogląd na wysoki i niski poziom samoakceptacji - nie dajcie się zwieść żadnemu innemu nauczaniu!

Tracąc Chrystusa w celu ratowania ego

Chrześcijańska psychologia i psychiatria uznały stosowanie leków psychotropowych za słuszną metodą poprawy nastroju osób, które wedle psychologicznych teorii są w stanie depresji lub mają złe zdanie o samych sobie. Na przykład Prozac nie jest przepisywany na podstawie naukowych badań mózgu, lecz w związku z zachowaniem pacjenta — i nie w celu przywrócenia "równowagi chemicznej" w korze mózgowej, lecz po to, by sztucznie poprawić pacjentowi samopoczucie. Pogoń za rzekomym rozwiązaniem farmaceutycznym ignoruje konieczność pojednania się z Bogiem przez Jezusa Chrystusa, a także pozbawia rzeczywistego cudu i błogosławieństwa żywota, dawanego wszystkim, którzy Go miłują i którzy Mu ufają. Apostoł Paweł napisał: "Ale gdy się upodobało Bogu (...) objawić mi Syna swego (...)" [Gal. 1:15-16]. Chrześcijaństwo jest objawieniem Chrystusa w życiu wierzącego dzięki mocy Bożej — a ci, którzy szukają ratunku w farmakologii, odwrócili się od rozwiązania przygotowanego dla nich przez Boga, o ile przyjmą je przez wiarę i będą posłuszni.

Bez względu na to, jak intensywnie i jakimi metodami będziemy sobie wyobrażać, że jesteśmy godni i warci ofiary Chrystusa, będzie to oznaczało, że nie cenimy Jego miłości. Biblia naucza, że Bóg nas umiłował nie ze względu na to, kim jesteśmy, lecz ze względu na to, kim jest On.

"Bóg jest miłością" [I Jana 4:16]. Gdyby Bóg nas pokochał z tego powodu, że znalazł w nas coś atrakcyjnego, to jako stworzenia zmienne moglibyśmy tę Jego miłość stracić. Lecz, za co niech Mu będzie chwała, On nas kocha dlatego, że sam "jest miłością" i nigdy się nie zmienia.

Miłość jest istotą Jego charakteru, a ten fakt daje nam ufność, że "ani śmierć, ani życie, ani aniołowie, ani potęgi niebieskie, ani teraźniejszość, ani przyszłość, ani moce, ani wysokość, ani głębokość, ani żadne inne stworzenie nie zdoła nas odłączyć od miłości Bożej, która jest w Chrystusie Jezusie, Panu naszym" [Rzym. 8:38-39]. Jesteśmy bezpieczni — a cała chwała należy się Jemu!

Często mamy trudności (szczególnie podczas ciężkich prób), by odpocząć w wielkiej Bożej miłości do nas — powodem jest niewątpliwie świadomość, jak bardzo jesteśmy niegodni. Chrześcijańska psychologia próbuje nas niepotrzebnie z tego "wyleczyć" tłumacząc, że jesteśmy przecież warci żarliwego uczucia ze strony Boga. Robert Schuller głosi: "Śmierć Chrystusa na krzyżu jest Bożą metką na ludzkiej duszy (...) oznaczającą, że naprawdę jesteśmy Kimś!" [13] Nic z tego. Chrystus nie umarł za tych, którzy są Kimś, tylko za grzeszników.

Dobbins zgadza się z Schullerem co najmniej w jednym punkcie: "Gdybyśmy nie byli warci, On nie zapłaciłby za nas ceny". Tymczasem jest odwrotnie: wielka cena wynika z wielkiego grzechu, a nie z wielkiej naszej wartości. To, że bezgrzeszny Syn Boży musiał umrzeć na Krzyżu, by nas odkupić, nie powinno poprawiać nam samopoczucia, lecz zawstydzać, bo przecież to nasze grzechy Go tam przybiły. A mimo to Bruce Narramore nazywa Krzyż "podstawą naszego poczucia własnej wartości"!

Próby poparcia kłamstwa Słowem Bożym

Oczywiście ci, którzy wprowadzili humanistyczną psychologię do Kościoła, próbują znaleźć dla niej poparcie w| Piśmie. Bruce Narramore cytuje Psalm 139 i sugeruje, że "cudowny wzorzec wzrostu, spełnienia i rozwoju", który został "wbudowany przez Boga w nasze geny (...) jest podstawą naszego poczucia własnej wartości". Brzmi to tak, jak gdyby rozum opuścił autora powyższego zdania. Z pewnością sam geniusz kodu genetycznego powinien skłonić nas do oddania Bogu czci i uwielbienia Go za Jego mądrość i moc — ale co to ma wspólnego z poczuciem własnej wartości? Cuda Bożej mocy stwórczej w moich genach są takim samym powodem do mojego samouwielbienia jak wszystkie inne cuda Boże w całym kosmosie — przecież to nie ja jestem ich autorem.


Czy „decydujący czynnik" we wnętrzu grzesznika jest dobry?

Humanistyczna, fałszywa ewangelia psychologii jest coraz powszechniej przyjmowana w kręgach ewangelicznych. Umocnienie samoakceptacji pacjenta jest kluczową koncepcją wprowadzaną w życie w centrum poradniczym Rapha założonym przez Roberta S. McGee. Ośmiela się on twierdzić, że obietnica Chrystusa „prawda was wyswobodzi" [Jan 8:32] odnosi się częściowo do „naszego poczucia własnej wartości".   Fundamentalna doktryna ośrodka Rapha głosi, że „potrzeba wiary w to, że jesteśmy ważni, jest decydującym czynnikiem w ludzkim duchu"   Czy „decydujący czynnik" we wnętrzu grzesznika jest dobry? McGee mówi dużo prawdziwych rzeczy odnośnie Krzyża i zbawienia, lecz to, co pisze jest zaciemnione podstawowym, niebiblijnym poglądem o „pragnieniu posiadania znaczenia". To jest fałszywa ewangelia!


McGee czyni wielkie wysiłki, by znaleźć te wierzenia w Biblii. Można by pomyśleć, że tak ważne jego zdaniem koncepcje powinny pojawiać się w Słowie Bożym na każdym kroku - a tymczasem okazuje się, że ich tam w ogóle nie ma, chyba że ktoś wymusi ich istnienie przy pomocy błędnej interpretacji. Książka rozpoczyna się od takich teorii o Adamie i Ewie, które są kompletnie obce Biblii, lecz autor próbuje wpisać je w tekst, by uzyskać poparcie dla swych idei. Cieszę się, że próbuje być biblijny, lecz niestety najpierw postawił fałszywe tezy o samoakceptacji i poczuciu własnej wartości, a następnie interpretuje Pismo w taki sposób, żeby je udowodnić, przypisując słowom apostołów i proroków znaczenie, które zaszokowałoby ich samych.

Anthony A. Hoekema pisze: „Bóg z pewnością nie wydałby swego Syna za stworzenia, które nie byłyby nic warte w Jego oczach!" W ten sposób miłość i wdzięczność dla Boga, którą Krzyż powinien w nas wzbudzić, jest zdławiona przez nowe, fałszywe wierzenie, że stało się to, bo jesteśmy tego warci. Jay Adams wykazuje ten straszny błąd w nauczaniu mówiący, że to, co Bóg dla nas uczynił, jest „bardziej Jego odpowiedzią na nasze znaczenie niż aktem miłości, miłosierdzia, dobroci i łaski!"

Artykuł pochodzi z książki; "Psychologia a kościół", cała książka w PDF znajduje się pod adresem: http://www.tiqva.pl/component/attachments/download/3

Komentarze

Popularne posty